1. Kumple od kufla


    Data: 04.05.2026, Kategorie: Geje Twoje opowiadania Autor: Marcin Krzeszowiec, Źródło: OpowiadaniaErotyczne-Darmowo

    ... jednej sekundzie zabieliły się od mojej gęstej spermy. Teraz ja z przerażeniem jąkałem przeprosiny:
    — O kurwa, co ja narobiłem. Michał, kurwa, ja nie chciałem. No nie chciałem, kurwa, nie wiem, jak to się stało.
    — Spokojnie, bracie. Wszystko w porządku. Co to ja nie wiem, jak sperma wygląda? Dobrze się stało, ty się spuściłeś, to ci zmięknie i wreszcie się odlejesz, a ja mam rewanż za to, że ciebie oszczałem niechcący. Jest remis.
    Nie wierzyłem własnym oczom i uszom. Nie mogłem uwierzyć, że ten młodziutki przecież chłopak, mój rówieśnik, dwudziestolatek, ma w sobie tyle dojrzałości, dobroci dla kolegi, powagi, a jednocześnie wesołości. W tamtej chwili — w łazience, mokry od jego moczu, mając go przed oczami ze strugami mojej spermy na połowie ciała, której wcale nie spieszył się zmywać z siebie jak jakiegoś najgorszego świństwa, tylko z ręką na moim ramieniu, uśmiechnięty, spokojnie tłumaczył — w tamtej chwili uświadomiłem sobie, że go kocham. I natychmiast chciałem mu to powiedzieć. Ale jak?! Wciąż nie zdarzyło się nic, co by pozwalało sądzić, że Michał jest gejem. Mógł być tylko bardzo równym, fajnym, przyjacielskim heterykiem. Ale orgazm, który, trochę jak u kobiety, jeszcze nie całkiem odpłynął, bo był tak silny, dodał mi odwagi i zamiast „kocham cię” wykrztusiłem...: „fajnie siurasz”.
    — A ty fajnie się spuszczasz! — roześmiał się Michał. — Wejdźmy do wanny, musimy się ...
    ... teraz umyć — i zaczął mi pomagać wejść. — Właźmy w skarpetkach, i tak są przemoczone. Może mi do jutra wyschną, a jak nie, to pożyczysz mi jakieś swoje skarpetki.
    I wtedy to się stało. Mój pęcherz wreszcie doczekał się podniesienia (a raczej opadnięcia) szlabana, i gdy już obaj staliśmy w wannie tylko w mokrych skarpetkach naprzeciwko siebie, jak lunąłem szczochami, to nie patrzyłem, gdzie i na co. Już chciałem się odwrócić tyłem do Michała, ale on mnie przytrzymał. Chwycił delikatnie mojego chuja i skierował sobie strumień moich szczochów na swój brzuch.
    — To żebyś nie myślał, że mi zrobiłeś coś złego.
    Nie znajdowałem słów. Nieśmiało dotknąłem grubego chuja Michała i popatrzyłem mu w oczy, mówiąc wzrokiem: „jak remis, to remis”. Michał uśmiechnął się i podał mi do ręki swojego chuja. Za chwilę lunął siurami tak, jak tylko on potrafi. W jednej chwili byłem mokry. Ukląkłem jak pod prysznicem, polewałem sobie włosy hydrantem Michała, po raz pierwszy w życiu stwierdzając, że tego, właśnie tego najbardziej pragnąłem. Nie zwykłego spuszczania, ale tego! Rozkosz była zbyt wielka, bym dostrzegł, że płyn lejący się z Michałowego hydranta w pewnym momencie zgęstniał, zmienił kolor na biały i zaczął bić w moją twarz i na piersi pod ogromnym ciśnieniem. Michał wył. Za chwilę wyliśmy obaj. 
    A potem, jakbyśmy byli jeszcze nie dość mokrzy, w oczach mieliśmy jeszcze trzeci płyn — łzy szczęścia. 
«12345»