-
Weselna panna
Data: 03.10.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... wiedziałem, że to nie dla mnie. Ociągałem się więc z rozpoczęciem pląsania na parkiecie, jak tylko mogłem najdłużej. — Synku, idźcie zatańczyć — ponaglała matka. — Już jak będzie następny kawałek — odparłem litościwie, patrząc na Lucynę. Była wyrozumiała. Nie narzucała swej woli, nie kaprysiła. Rozmawialiśmy o mało istotnych rzeczach. W końcu jednak musiałem iść zatańczyć. Poprosiłem ją, jak to jest elegancko przyjęte. Po chwili znaleźliśmy się na parkiecie. — Przepraszam cię, ale ja nie umiem tańczyć — szepnąłem jej do ucha. — Nie szkodzi, tańcz, jak umiesz — odparła, uśmiechając się. Starałem się, jak mogłem, lecz musiało to wyglądać komicznie. Nie deptałem jej co prawda po palcach, aż tak niezdarny jeszcze nie byłem. Jeśli już miałem tańczyć, to czekałem na wolne kawałki. I takie też z nią tańczyłem, przytulając jej cudowne ciało do siebie. Objęta w pół, delikatnie opierała swoją głowę o moje ramię. Moje ego rosło. Trzymałem ją w pasie przez delikatny materiał sukienki, czasami za łopatki. Czas leciał nieubłaganie. Nie zatrzymałem jej tylko dla siebie; tańczyła z ojcem, kuzynami i innymi facetami, którzy zaprosili ją do tańca. Sam natomiast zasiadałem wtedy za stołem, wychylając kolejkę alkoholu. Piłem po pół kieliszka. Gdy nikt nie widział, uzupełniałem sobie zawartość wodą mineralną. Parę tańców wykonałem z matką, chrzestną i oczywiście z panną młodą. Świadek wesela i ojciec kuzyna dwoili się i troili, dostarczając kolejne butelki wódki na ...
... stoły. Towarzystwo stawało się coraz bardziej wesołe, ośmielone kolejnymi dawkami alkoholu. Widać to było po hałasie rozmów, głośnych śmiechach i okrzykach. Normalna atmosfera weselna. Niektórzy jednak z gości, a królowała tu płeć męska, mieli już dość w czubie. Częścią opiekowały się żony, zwracając uwagę, by nie narobili głupot, pozostali „wolni strzelcy” i ci, którzy nie podporządkowywali się swoim wybrankom. — Przepraszam… czy mogę prosić do tańca — usłyszałem pytanie skierowane do Lucyny, od faceta w szarawym garniturze. Zlustrowałem gościa. Nie był ze strony kuzyna. Miał ponad trzydzieści lat i był dobrze wstawiony. Zwróciłem twarz w kierunku Lucyny. Wahała się chwilę, lecz przystała na jego propozycję. Ruszyli oboje na parkiet. Mężczyzna objął ją w pół i zaczęli tańczyć. Z początku wszystko było w porządku. Jednak w czasie drugiego tańca pozwolił sobie na uchwycenie końca sukienki Lucyny tuż przy rozcięciu i podrzucenie go do góry. Było to niesmaczne i chamskie. Patrzyłem na to z gniewem. W momencie, gdy muzyka ustała, bezceremonialnie oboma dłońmi uchwycił jej pośladki. Dziewczyna siłą wyswobodziła się i wróciła do stołu. — Podły cham — skwitowała jego zachowanie. — Nachlał się, dupek jeden — dodałem. Minęły oczepiny, w których oboje braliśmy udział. Niedane nam jednak było chwycić krawata i welonu. Rozpoczęły się gry i zabawy, w których nie miałem zamiaru uczestniczyć. Oboje wyszliśmy na zewnątrz. Patrzyłem na nią, była naprawdę piękna. Różnica wieku ...