-
Weselna panna
Data: 03.10.2025, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... teraz nie odgrywała dla mnie roli. W tym stroju ubyło jej dobre parę lat. Chwilę porozmawialiśmy. W momencie, gdy usłyszeliśmy muzykę, powróciliśmy na salę. Zajęliśmy miejsca za stołem. — Ja bardzo, prze... praszam — znów pojawił się ten facet. Beknął, patrząc na Lucynę mętnym wzrokiem. Delikatnie chwiał się na nogach. — Czy mogę prosić do tańca? — dokończył. — Nie, dziękuję — odparła bez wahania Lucyna. — Ale ja… bardzo proszę — kontynuował namolnie. — Ta pani chyba powiedziała wyraźnie — wtrąciłem się. Zmierzył mnie wzrokiem. Zacisnął zęby. Czekałem, co zrobi. Jego twarz nie wskazywała na wybitny poziom inteligencji. Oparł się dłońmi o stół, nachylając się do mnie. — Ale ja… się ciebie nie pytałem — wybełkotał. — Ale ta pani jest ze mną i wyraźnie powiedziała, że nie życzy sobie tańczyć z panem — odparłem ciętym językiem. Do stołu podszedł świadek wesela. Chwycił mężczyznę za ramiona. — Chodź, Karol, masz już dość — określił trafnie stan delikwenta. — Uważaj sobie, koleżko — zagroził mi Karol, podnosząc palec ku górze. Poddał się namowie świadka. Tamten gestem dał do zrozumienia, że przeprasza za kolegę. Sytuacja została opanowana. — Dziękuję ci — usłyszałem od Lucyny. Jednocześnie jej drobna dłoń dotknęła mojej. Było to miłe. Pogłaskała mnie. — Nie ma sprawy — odparłem luzacko. Zatańczyliśmy i powróciliśmy za stół. Znów przywędrował Karol. — Ale ja bardzo… — bełkotał. — Spierdalaj pan stąd — przerwałem ...
... mu. Zmierzył mnie wzrokiem. Nabrał powietrza. Zacisnąłem dłonie w pięści. Z odsieczą przyszedł ojciec, wracając z toalety. — Idź pan stąd, chyba już ma pan dość — powiedział, stając za nim. — Ja… ależ, skąd, ja chciałem tylko zatańczyć z tą… panią — bełkotał dalej, zwracając twarz na ojca. — No już, już, niech pan odpocznie, przejdzie się gdzieś — kontynuował w delikatny sposób ojciec, odciągając delikwenta na bok. Facet zniknął po chwili. Lucyna wyraźnie mu się podobała. Znowu poszliśmy zatańczyć wolny kawałek. Po powrocie stwierdziła, że musi wyjść do toalety. Wstała i zniknęła mi z pola widzenia. Kelnerzy zaczęli wnosić kolejne ciepłe danie. Minęła chwila, a jej nie było. Postanowiłem poczekać jeszcze chwilę, czułem się za nią odpowiedzialny. Rzuciłem okiem na zegarek. Było dwadzieścia po pierwszej. Coś mnie tknęło, żeby wstać i jej poszukać. — Idę zobaczyć, gdzie jest — powiedziałem do ojca. — Idź, idź, synku — odparła matka. Przesuwałem się w kierunku korytarza, wzrokiem lustrując siedzących gości. Nie zauważyłem wśród nich podchmielonego Karola. Przyspieszyłem kroku. Toalety znajdowały się za załomem korytarza, w głębi hotelu. Rozglądałem się, szukając Lucyny, ale nie było jej. Dotarłem do załamania korytarza i usłyszałem czyjś głos. — Proszę mnie puścić — dało się usłyszeć zza rogu. Wytężyłem słuch. — Co pan robi, proszę mnie… — głos urwał się nagle. — Nie chciałaś tańczyć z Karolem, to teraz on zatańczy z tobą — usłyszałem męski ...