1. Źródło Młodości (część 6)


    Data: 26.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... odczytując jego myśli bez słów.
    
    — Wiem, czego chcesz — szepnęła, a jej głos był miękki, zarazem pełen kontroli. — Chciałbyś go wsadzić pomiędzy, prawda?
    
    Nie czekając na odpowiedź, rozchyliła mu uda i usadowiła się między nimi, jednocześnie powolnie rozpinając guziki bluzki. Materiał zsunął się z ramion i opadł na ziemię, odsłaniając nagie piersi — pełne, jędrne, kuszące.
    
    Nachyliła się i chwyciła je obiema rękami, natychmiast je zaciskając niczym kleszcze na jego twardym członku. Przestał być widoczny, znikając cały między nimi.
    
    Marek zadrżał pod tym dotykiem, a jego oddech stał się szybki i nieregularny, całkowicie oddając się władzy Sary. Zanurzył się głęboko w jej piersiach — miękkimi, ciepłymi, a jednocześnie silnymi niczym szczypce. Sara zamknęła oczy na moment, skupiając całą swoją moc na jednym, prostym poleceniu skierowanym myślą do jego ciała.
    
    Napięcie w nim rosło, ciśnienie narastało do granic wytrzymałości, aż w końcu Sara pozwoliła mu na uwolnienie tego, co w nim wrzało.
    
    Wytrysk był potężny, ciepły, rozpryskujący się tuż obok jej twarzy, osadzając na jej skórze i ustach mokre ślady intensywności chwili.
    
    Marek otworzył oczy, zdezorientowany i jednocześnie całkowicie poddany temu, co się działo. Nie odebrała mu całkowicie energii, a tylko kilka miesięcy życia, które sobie przywłaszczyła. Nie chciała ich obu całkowicie wykończyć, gdyż pomyślała o swoim domu i uczelni.
    
    Sara uniosła głowę i spojrzała na niego z chłodnym uśmiechem. ...
    ... Wypowiedziała słowa, które zdawały się rzucać cień na obecne wydarzenia:
    
    — Zrobiliście już wszystko — spojrzała na swego niewolnika, a następnie na Tomka, który wciąż leżał nieprzytomny na ziemi. — Jutro wracamy.
    
    * * *
    
    Wylot – Lotnisko w Limie.
    
    Sara szła pierwsza. Jej krok był lekki, niemal taneczny, jakby w ogóle nie dotykała ziemi. Długie, gładkie nogi przesuwały się w rytmie, który sam wymuszał spojrzenia, by podążały za nią. Skóra miała odcień zimnego alabastru, a piersi — duże, nienaturalnie jędrne — niosły się przed nią jak trofea zdobywczyni. Na sobie miała czarną lnianą suknię, bez stanika, z rozcięciem sięgającym wysoko na biodro. Każdy jej ruch był deklaracją pewności siebie.
    
    Kilka kroków za nią szli Tomek i Marek. Zgarbieni. Milczący. W szarych twarzach odbijało się coś więcej niż zmęczenie podróżą. Wyglądali jak dwóch starszych mężczyzn, którym nagle ktoś odebrał młodość — niosących swoje walizki, jakby były nie bagażem, lecz wyrokiem. Zmarszczki w kącikach ich oczu nie były od uśmiechu, lecz od tego, że od wczoraj bali się nawet spojrzeć w jej stronę.
    
    To nie był ciężar sprzętu, który ich przygniatał. To był ciężar wspomnień… rytuału… i groźby, która paliła w głowie mocniej niż słońce nad lotniskiem.
    
    Dzień wcześniej, będąc w chacie nad rzeką, gdy pakowali się do odlotu, Sara zatrzymała ich jednym gestem. Podniosła wzrok znad torby i spojrzała każdemu z osobna w oczy. Jej głos był cichy, ale niósł się w dusznym powietrzu jak dźwięk ostrza przecinającego ...
«12...4567»