-
Źródło Młodości (część 6)
Data: 26.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... skórę: – Jeśli piśniecie choćby słowo o tym, co się tam wydarzyło… spalę was od środka. Wasze serca staną w ogniu, zanim zdążycie krzyknąć. Potem uniosła wysoko dłoń, żeby dokładnie widzieli. Na wysokości ich twarzy, pojawiła się kula ognia — jasna, pulsująca, żywa. Jej płomienie tańczyły w ciszy, jakby czekały na rozkaz. Po sekundzie zamknęła palce, a kula zgasła bez śladu, pozostawiając po sobie zapach spalonego powietrza i ciszę gęstszą niż wcześniej. Właśnie od tamtej chwili, żaden z nich nie ośmielił się zadać żadnego pytania. * * * Uniwersytet Jagielloński. Jej gabinet — miejsce, które przez lata było jej królestwem. Tu rozgrywały się największe zwycięstwa i porażki. Teraz jednak ściany zdawały się ją dusić. Jakby zamieniały ogień, który nosiła w sobie, w chłodny, bezduszny popiół. Sara siedziała za masywnym, drewnianym biurkiem. Przed nią leżały sterty papierów — raport z wyprawy, wniosek o kolejny grant, dokumenty, które kiedyś dawały jej sens i cel. Teraz przeglądała je bez życia w oczach, jakby patrzyła na cudze sprawy. Jej wargi lekko się rozchyliły, jakby chciała coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły głęboko w gardle. Ogromne piersi — pełne, jędrne, niemal nierealne — swobodnie opadały na blat biurka, zasłaniając część papierów. Ich obecność była kontrastem do bezduszności dokumentów i zimna gabinetu. — To już mnie nie obchodzi — wyszeptała cicho, głosem tak niskim, że niemal tylko dla siebie. Wstała powoli, jakby każdy ruch wymagał ...
... od niej siły, której dawno nie miała. Podeszła do wielkiego lustra wiszącego na ścianie naprzeciwko. Spojrzała na swoje odbicie. Nie była już kobietą zbliżającą się do pięćdziesiątki. W lustrze widziała boginię zamkniętą w ciele trzydziestolatki — o pełnych, sprężystych piersiach, które zdawały się żyć własnym życiem, a oczy płonęły nienaturalnym, czerwonym światłem. Przez chwilę stała nieruchomo, wpatrując się w swoje odbicie — jakby szukała tam samej siebie, a może już wiedziała, że jej dawną ją pochłonęła nieodwracalna przemiana. Wróciła do biurka i jednym pstryknięciem palców podpaliła dokumenty. Ogień buchnął bezgłośnie, połykając kartki z bezlitosną prędkością. Płomienie nie zostawiały popiołu — tylko pustkę, chłód i ciszę, która zdawała się wymazywać wszystko, co było kiedyś ważne. Sara ubrała się bez pośpiechu, ale z determinacją w ruchach. Nie pożegnała się z nikim. Nie obchodzili ją już dawni przyjaciele, a także naukowe osiągnięcia — bo tak naprawdę, teraz liczyła się tylko władza. * * * Przystanek – wieczór, Kraków. Pod ciemniejącym niebem miasta, gdzie światła latarni igrały z cieniami brukowanych ulic, stał na przystanku mężczyzna. Młody, zapewne około trzydziestki, nieco surowej, lecz przyciągającej urodzie. Garnitur idealnie skrojony, aktówka w dłoni — obraz człowieka, który zna wartość swoich decyzji, a jednak coś teraz w nim drżało. Sara pojawiła się cicho, niemal niezauważalnie. Usiadła obok niego na zimnej ławce, nie odzywając się ani ...