-
Otwarte karty
Data: 28.01.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... ostatniej wiadomości, dyskretnie rozglądając się po sali. Pomimo niewielkiej odległości między stolikami, zajęci sobą ludzie zdawali się bardzo odlegli. Wystrój? Pogrążone w mroku ściany z minimalistycznym wzorem oraz tłumiący kroki, jednolity dywan. Wszystko po to, by nie odciągać uwagi od tego, co najważniejsze – siebie nawzajem. – Cześć. Ostrożnie uniosłem wzrok, choć od razu wiedziałem, że ten miękki głos musi należeć do niej. Miała piękną, owalną buzię i silny makijaż, który zdążyłem już poznać. Nie uśmiechała się, ale po krótkim zawahaniu wyszedłem jej na powitanie. – Filip. Podała swoje imię, po czym zrobiła dyskretny unik, gdy spróbowałem musnąć ustami jej policzek. – Nie całuję się na pierwszej randce – wyjaśniła z nutą sympatii. – Miało być przywitanie w policzek – broniłem się. – Oczywiście. Z bezsilnością patrzyłem, jak z uśmieszkiem mi przytakuje i porozumiewawczo mruga. Do jasnej cholery, naprawdę miało być w policzek! Kiedy odzyskiwałem przytomność umysłu, Klaudia odwiesiła wierzchnie odzienie. Bez zimowego płaszcza mogłem dokładnie ją ocenić. Niziutka, a przy tym mocno zaokrąglona wszędzie tam, gdzie należy. Jakim cudem matka natura zmieściła w tak niewielkim ciele tyle apetycznych kształtów? Gdyby tylko nie ta irytująco skromna sukienka… Miała długi rękaw i sięgała od szyi do kolan. Chociaż mięciutka dzianina rozpalała wyobraźnię. Zazwyczaj nie odsuwam przed kobietami krzesła, ale coś w jej zachowaniu kazało mi to zrobić. Zanim ...
... zajęła miejsce, ściągnęła jeden z butów i nieskrępowana padającymi na nią światłami reflektorów, kocim ruchem podwinęła nogę pod siedzenie. Ona tak poważnie? A zresztą… Korzystając z przewagi sytuacyjnej, prześlizgnąłem się wzrokiem po ciemnych rajstopach. Odkryłem też skryte pod lśniącymi falami włosów wcięcie w sukni. W mig zapomniałem o jej spóźnieniu. Kobietom takim jak ona wolno przecież więcej. – Nigdy tu nie byłam. Dobry wybór. Rozpoczął się pierwszy etap randki, ostrożne badanie gruntu. Porozmawialiśmy o restauracji, pogodzie i innych rzeczach, które nie mogą poróżnić, aż do przybycia ubranego w elegancki komplet kelnera. Ten zręcznym ruchem wręczył nam karty dań, po czym zniknął w mroku tak, jak się pojawił. Menu było nad wyraz skromne, co nie umknęło uwadze Klaudii. Należało coś powiedzieć. – Nie mają tu wielu potraw, bo wychodzą z założenia, że głównym daniem serwowanym przez lokal powinna być nadzieja na miłość. – I co, najadłeś się już? – Uniosła brew. – Nie, ale chyba zostawię większy napiwek. Kiedy sympatyczny pan po czterdziestce wrócił do nas, żeby spisać zamówienie, poprosiłem o pierwsze z brzegu mięsko. Klaudia chciała wytrawne naleśniki ze składnikami, jakich w domu nie ma żaden normalny człowiek, ale przed ostateczną decyzją miała wiele pytań o produkty, wagę i ilość sztuk. Niesamowite, jak niektóre dbają o linię! – W takim razie poproszę podwójną porcję. Ona to zje? – Nie patrz tak na mnie. Sama za siebie zapłacę. – Nie o to ...