-
Strażniczka Bałtyku (XI) "Hydra"
Data: 06.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... że jest skupiona. W obu wyciągniętych dłoniach dzierżyła pistolet. Uśmiechnąłem się pod nosem. No rasowa operatorka „Wympieła”. — Jedynka, mamy ich wszystkich, to chyba oni — zameldował „Akuła”. — Przyjąłem, wchodzę — odparłem i ruszyłem w to miejsce. Ciała przywódców leżały przed budynkiem; najprawdopodobniej próbowali dostać się do swoich pojazdów, które stały nieco z boku. Trzech terrorystów nie żyło. „Akuła” robił zdjęcia ich twarzy. — Poznajesz go? Kiwnęła głową przecząco. Cholera, czyżby temu sukinsynowi udało się umknąć? „Nie, to niemożliwe, nikt nie opuścił terenu, musi gdzieś tu być”. Wszedłem do zniszczonego budynku, powoli posuwając się wzdłuż ocalałej ściany. Mijaliśmy zwłoki terrorystów. Klaudia w pewnej chwili się zatrzymała. — Co? Jest? — zapytałem. Wymiotowała. Obie dłonie położyła na ścianie, a jej ciało wstrząsały torsje. Nie dziwiłem się, nie była przyzwyczajona do takich widoków, a i zapach nie był przyjemny. — Wycofaj się. Idź do „Akuły”. Sam sprawdzę — zaproponowałem, widząc, jak się męczy. — Nie. Muszę — odparła, gdy wymioty w końcu ustały. Otworzyłem drzwi do łazienki i dostrzegłem poranionego, niskiego Araba. Był częściowo przywalony gruzem, ale jeszcze żył. Skierowałem broń w jego kierunku. Miał szczęście, że przeżył eksplozję z „Korneta”. Nie zamierzałem być Samarytaninem. Młoda twarz jakby nastolatka i nieproporcjonalnie duże, nieco wyłupiaste oczy. Miałem podejrzenia, kim jest. — To on — usłyszałem głos ...
... Klaudii. Próbował sięgnąć po leżący z boku pistolet. Kopnąłem nogą w „Glocka 17”, który leżał w zasięgu jego ręki. Patrzył na mnie z pogardą. Klaudia wyszła zza moich pleców i odsłoniła twarz. Oczy Araba zrobiły się duże. Patrzył na nią, jakby dojrzał ducha. Nim zdążyłem zareagować gdy pochyliła się nad nim, chowając wcześniej pistolet do kabury. Nie mógł jej zrobić krzywdy — był do połowy przywalony gruzem i miał tylko jedną rękę wolną. — Pamiętasz mnie? — zapytała tego śmiecia po angielsku. Kiwnął głową na znak, że tak. — Pamiętasz, co mówiłam? Kiwnął przecząco. Z jego ust płynęła strużka krwi. Nie przerywałem jej. Zdałem sobie sprawę, że dla niej to swoiste oczyszczenie, zmierzenie się z bestią, z niedawnym demonem. — Przypomnę ci: obiecałam, że nasi ludzie cię zabiją, a ty odpowiedziałeś, że zabijesz ich wszystkich. I kto miał rację? — nie poznawałem tej delikatnej istoty; prowadziła z nim grę na swoich zasadach. — Pomóż mi, odwołam wyrok na twojej rodzinie — po raz pierwszy szeptem odezwał się „boss”. — Uratuję, oddaj mi tylko to, co mi zabrałeś — grała twardo. — Mam tam, wszystko mam tam — wskazał dłonią na przysypaną część swojego ciała. Odrzucała na bok kawały gruzu, po chwili on sięgnął dłonią do wewnętrznej kieszeni marynarki i wydobył stamtąd jakiś notes i dokumenty. Wyrwała mu je z rąk. — Co jest, kurwa? — usłyszałem za plecami głos „Urala”. — Nic. Nasza Polka odzyskuje swoją własność — odparłem. — Ilu? Wszyscy obfotografowani? ...