-
Strażniczka Bałtyku (XI) "Hydra"
Data: 06.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... Elektronika i papiery zabrane? — zadałem pytania. — W realizacji. Z tym tutaj dwudziestu dziewięciu plus trzy kobiety. — To do roboty. Osłaniam ją. Działajcie. Obrócił się na pięcie i zniknął, zostawiając mnie tylko z nią i tym jebanym przywódcą. — Pomożesz mi? — zapytała, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem. Nie miałem takiego zamiaru, nie taki dostałem rozkaz. Fizyczna likwidacja, nic więcej. Zasłużył na śmierć, koniec, kropka. Zdał chyba sobie sprawę, co go czeka. — Ty niewierna dziwko, moi ludzie zaszlachtują twojego bachora — wyrzucił z siebie. Powstała momentalnie z kucek. Zrobiła krok w tył, wydobyła pistolet z kabury i skierowała lufę w jego kierunku. Widziałem, jak drży jej ręka; w jej wnętrzu toczyła się walka dwóch osobowości. Jak ja to dobrze znałem i jak perfekcyjnie potrafiłem w takiej sytuacji stłumić w sobie łaskawcę. Była ratowniczką, a zabicie człowieka, rannej osoby, która potrzebuje pomocy, stało w opozycji do tego, co robiła. Gdy już miała opuścić broń, stanąłem za jej plecami i uchwyciłem dłoń z pistoletem. — Zrobimy to razem, zrobię to ja kochanie, niech to spadnie na mnie — mówiąc to, docisnąłem swój palec wskazujący do jej palca tkwiącego na języku spustowym. Huk wystrzału przeszył ciszę panującą w pomieszczeniu. Jeden, potem drugi. Ten drugi strzał był jej, zrobiła to sama. Dobrze wiedziałem, że pierwszy pocisk trafił tego skurwysyna w czoło; z takiej odległości nawet dzieciak by trafił. — Nie!!! Nie!!! — zawyła jak ...
... ranione zwierzę. Bez problemu wyciągnąłem z jej dłoni „Tariqa”. Mocno wtuliłem rozdygotaną Klaudię w swoje ciało. Drżała, drżała tak jak, wtedy gdy go rozpoznała. Szlochała, a spazmy przeszywały jej ciało. — Już dobrze, już go nie ma, już po wszystkim — szeptałem, całując jej czoło. — Zabiłam człowieka — wyrzuciła z siebie, patrząc na mnie z przerażeniem w oczach. — Zabiliśmy go, ja go zabiłem twoimi rękoma — odparłem i ponownie mocno wtuliłem ją w siebie. Przeżywała to, jej ciało nadal nie potrafiło sobie z tym poradzić. Jedyne, co mogła zrobić, to mocno opleść mój korpus dłońmi i wtulić się cholernie mocno. — Drugi, nasz cel zlikwidowany, dawaj tutaj — rzuciłem w eter. Z jej dłoni wyciągnąłem zabrane od nieboszczyka rzeczy. Notes, dwa zdjęcia i zawinięty w chusteczkę jednorazową pierścionek. Dokładnie przyjrzałem się jednej z fotografii. — To ty, tak to ty — usłyszałem od niej — A ten pierścionek dałeś mi osiem lat temu, gdy się oświadczyłeś — dodała. Uderzyły we mnie nagle miliony obrazów, znów mózg się przegrzewał. Zbyt dużo bodźców, uderzyło we mnie naraz. Czułem, jak moje nogi stają się jak z waty, jak powoli odpływam. — Nie Radku, nie!!! — to ostatnie, co zapamiętałem, nim straciłem przytomność. Ocknąłem się, leżąc na deskach ciężarówki. Nade mną tkwił „Locha” i Klaudia. Chciałem się podnieść, lecz nasz medyk stanowczo mi tego zabronił. — Leż, leż spokojnie, musisz odpocząć, za dużo na ciebie spadło wodzu — usłyszałem od niego. — ...