-
Strażniczka Bałtyku (XI) "Hydra"
Data: 06.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... monitory do kurwy nędzy! — szybko odpowiedziałem jej stanowczym tonem, a mój zimny wzrok cały czas świdrował „skarbnika”. Panowałem nad tym, co robię. Ten jebany ciapaty „bankier” musiał poczuć, kto tu dowodzi. Zbyt szybko ludzie z wywiadu dali mu paszport i poczucie pewności. Popełnili niewybaczalny błąd. Akcja się nie zakończyła, a on był już pewny swojej przyszłości, widząc ją w różowych barwach. „Nie, kurwa, nie ze mną w tej chwili, ty jebany zdrajco”. Sygnał SMS-a uspokoił mnie. Wyrwałem mu telefon z dłoni i podałem Syryjczykowi. — Co odpowiedzieli? — zapytałem wystrachanego operatora elektroniki. — Mów kurwa! — ponagliłem, widząc jego zestresowane zachowanie. — N… Napisali, że dojeżdżają do posterunku, jak go miną, podadzą koordynaty miejsca spotkania — wydukał z siebie młody syryjski podoficer. Wyciągnąłem pistolet z ust skarbnika. Napawałem się jego strachem, w specyficzny sposób mnie to napędzało. „Jestem pojebany” — przeszło mi przez myśl. „Wcale nie, robisz swoje” — to moje gorsze ja mnie usprawiedliwiało. W nozdrza uderzył mnie zapach moczu; ta jebana menda zlała się w portki. Nie przenosząc wzroku, wiedziałem, że to on, bo któż by inny? Młody Syryjczyk? Klaudia? Wiedziałem, że to skarbnik. — Nie mam ubrań na zmianę, a wóz osobiście posprzątasz po akcji — no gorzej już nie mogłem go poniżyć. Zrobiłem to z pełną premedytacją w obecności kobiety i ziomka z Syrii. Z wściekłością w oczach patrzył na mnie. Zdawał sobie sprawę, że ...
... teraz, w tym momencie, gówno mi może zrobić. Byłem panem jego życia lub śmierci. Mogłem go wyprowadzić z pojazdu i zabić jak psa. Jak psa? Nie. Psy szanowałem, a w akcji straciłem oba teriery. On nie był godzien równać się z nimi. Był dla mnie marnym karaluchem, na którego teraz lekko nadepnąłem. Podłym robalem, nic nieznaczącym pasożytem, któremu mój kraj dał szansę. „Czy naprawdę mój? Kim ja jestem? Rosjaninem? Polakiem?” — tłukło się w czerepie. — Radek!!! — przeraźliwie krzyknęła Klaudia, patrząc w monitory. — Który? Mów! Pokaż mi!!! — rzuciłem, analizując wszystkie cztery. Palce jej lewej dłoni zacisnęły się na moim udzie tak mocno, że ledwo powstrzymywałem ból. Palcem wskazującym prawej dłoni wskazała na jeden z monitorów, nie mogąc wydobyć z siebie głosu. W jej oczach pojawiły się łzy. Cała, drżała ze strachu, wskazując mi tego szubrawca. — Czwórka, mamy cel, gotowość do śledzenia — rzuciłem w eter, bez chwili zawahania się. — Czwórka przyjął, w gotowości. Podaję blachy i typ pojazdu… — odezwał się „Priom”, bo jego usłyszałem, zaczął podawać dane. — Czwórka, dyskretnie, z umiarem, nie spłosz chuja — odparłem. — Przyjął, przejmujemy. Bez obaw — zapewnił mnie podwładny. — Jesteś pewna, że to on? — musiałem się upewnić, choć byłem na sto procent przekonany, że to ta kanalia. Nie odpowiedziała nic, tylko wtuliła się we mnie. To mi wystarczyło. Byłem pewien. Nie zważając na innych, gładziłem jej włosy i całowałem je. — Już, już, spokojnie, zaraz ...