-
Strażniczka Bałtyku (XI) "Hydra"
Data: 06.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... będzie po wszystkim — starałem się ją uspokoić. Drżało jej całe ciało, a oczy się zaszkliły. Z pewnością powróciły do niej demony z przeszłości. Było mi jej żal, a gdy dojrzałem głupkowaty uśmieszek poszczanego Araba, coś we mnie wybuchło. — O ty chuju! — ryknąłem i zamachnąłem się na niego. Dobrze, że „Buran” zdołał przechwycić moją rękę, bo chybabym temu kutasowi rozwalił ryja. — Spokojnie dowódco, spokojnie — starał się mnie uspokoić. Fala mojej agresji opadała. Poprosiłem swojego operatora, by zwolnił blokadę mojej ręki. Uczynił to po chwili. „Uspokój się, kurwa, uspokój” — mówiłem w myślach do siebie. Dał się słyszeć dźwięk przychodzącego SMS-a. „Ural” wziął z dłoni „skarbnika” telefon i przekazał go operatorowi elektroniki. — To pewnie koordynaty, ale zaszyfrowane, ten tu musi znać klucz — usłyszeliśmy. — Pokazuj, gdzie jest to miejsce. Już! — „Ural” nie miał zamiaru pierdolić się z naszym gagatkiem. Gdy tylko wskazał to miejsce, połączyłem się z bazą lotniczą i podałem koordynaty dla lotnictwa. Półtorej godziny później, Armenian Cemetery w gubernatorstwie Daj az – Zaur, Syria, niedaleko granicy z Irakiem. Nie musieliśmy jechać daleko, a miejsce, które znaleźliśmy, było kapitalne i fantastyczne. Stary armeński cmentarz. Tu pozostała większa część grupy. „Patrona” z „Priomem” i „Kolą” pozostawiłem na kolejnej stacji paliw, tym razem po drugiej stronie ulicy. Ulokowali się na dachu budynku i stamtąd obserwowali zabudowania, gdzie miało ...
... odbyć się spotkanie terrorystycznej śmietanki. To oni właśnie mieli podświetlić cel laserem. Nasze miejsce też było znakomite; wzdłuż podrzędnej drogi był niewysoki wał ziemny, który maskował nas od strony krajowej drogi M20, a na dodatek po kilkuset metrach ów wał odbijał w lewo, tak że nieprzyjaciel nie mógł dostrzec naszych ruchów. Mogliśmy się zbliżyć na odległość kilometra od celu. Dochodziła szesnasta, mieliśmy jeszcze godzinę, choć z meldunków przesyłanych przez „Kolę” można było wywnioskować, że większość terrorystów wraz ze swoją obstawą już była na miejscu. Nasz „skarbnik” wił się w wysyłanych informacjach i starał się być w tym wszystkim wiarygodny. Najpierw zwodził, że stoi w kolejce do punktu kontrolnego, potem zaś, że zatrzymał się na stacji benzynowej i tankuje pojazd. Zdałem sobie sprawę, że nie ma co dalej zwlekać. Terroryści nie byli aż tak głupi, by uwierzyć w jego kolejną bajeczkę. — „Akuła”, „Buran”, bierzcie „Korneta” i rozstawcie najbliżej, jak się da, tylko ostrożnie, żeby was nikt nie dojrzał — rozkazałem. Wolałem mieć przygotowany ten środek ogniowy. Niby pogoda była dobra, widoczność odpowiednia i z bazy lotniczej w Humajmim miały wystartować dwa Su-24. Zawsze jednak należy brać pod uwagę najgorszy scenariusz. — Jak rozstawicie, meldować — dodałem. Tkwiliśmy przy cmentarnym płocie w rogu cmentarza. Nikt nie mógł nas dostrzec od strony drogi i z budynków, gdzie miało odbyć się spotkanie. Na szczęście terroryści nie wystawili ...