-
Koleżanka Mamy
Data: 11.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... może. Spojrzała na mnie z ciepłym zrozumieniem i dotknęła lekko mojego ramienia. Z każdą kolejną godziną stawałam się coraz bardziej świadoma jej obecności. Dotyku materiału jej sukienki, zapachu perfum, sposobu, w jaki patrzyła, gdy sądziła, że nie widzę. Jej usta lśniły w przygaszonym świetle. Skóra na szyi miała kolor śmietankowy, z drobnymi pieprzykami, które kusiły mnie myślą, że mogłabym je poznać z bliska. Nie chciałam, żeby to się kończyło, ale kończyło się. Powoli, jak piosenka, która już brzmi ciszej, chociaż nikt jeszcze nie wyłączył muzyki. Wracałyśmy w ciszy, obie zmęczone, ale przepełnione czymś gorącym i drżącym. Jej dłoń spoczywała na moim udzie, w geście zupełnie zwyczajnym… ale ja czułam, jak prąd przebiega mi po kręgosłupie. Patrzyłyśmy przed siebie, ale światła mijanych latarni zostawiały na jej twarzy cień i blask, który kusił, by się pochylić i dotknąć, poczuć. W domu było cicho. Odpinałyśmy buty, śmiejąc się szeptem. Podeszłyśmy do kuchni napić się wody. Rozpuszczone włosy, rozpięty guzik sukienki. Wszystko było powolne, intymne. Wystarczyło jedno spojrzenie. – Chodź – powiedziała cicho. – Tylko na chwilę. I poszłam do jej pokoju, do jej łóżka. Nie rozmawiałyśmy. Ramiona znalazły drogę do siebie jakby od zawsze tam należały. Jej dłoń na moich plecach. Moje usta przy jej szyi. Pocałowałam ją powoli, delikatnie. Ona odpowiedziała. Pocałunki były spokojne, ciepłe, łagodne. Jakbyśmy bały się cokolwiek zburzyć. Nie było w nich ...
... pośpiechu, ani odwagi sięgnąć dalej. Tylko pragnienie bycia blisko, uczciwie i czule. Nasze oddechy splatały się, a potem z czasem stawały się coraz wolniejsze. Wciąż je czułam coraz głębsze, pewniejsze, bardziej świadome. Klaudia przysunęła się do mnie bliżej, tak że nasze uda się zetknęły. Jej palce błądziły powoli wzdłuż moich pleców, jakby chciała zapamiętać kształt każdej kości, każdej krzywizny, każdego miejsca, w którym napinała mi się skóra. Wsunęłam dłoń w jej włosy. Miękkie, ciepłe, pachnące delikatnie szamponem i jej – zapachem, który znałam już z bliskości poranków i objęć, ale teraz zdawał się intensywniejszy, bardziej osobisty. Klaudia jęknęła cicho w pocałunku, gdy musnęłam jej dolną wargę zębami. Było w tym coś niewinnego, a jednocześnie tak namiętnego, że serce zaczęło mi bić mocniej. Cała moja świadomość przesunęła się z myśli w ciało. Gdy położyłam dłoń na jej biodrze, nie cofnęła się. Wręcz przeciwnie jej ręka zsunęła się na mój bok, a potem niżej, na linię uda. Każdy jej ruch był miękki, powolny, ale zdecydowany. Nikt tu się nie spieszył. Nie było niecierpliwości. Tylko uważność. Dotykałyśmy się przez materiał sukienek, najpierw ostrożnie, potem z coraz większym zaufaniem. Nasze oddechy przyspieszyły. Otworzyłam oczy i spojrzałam na nią też patrzyła. Jej spojrzenie było jak ogień: czuły, rozedrgany, głęboki. Nie trzeba było żadnych słów. – Sara... – szepnęła, a ja zamknęłam jej usta kolejnym pocałunkiem, cichym i miękkim. Jej palce zsunęły ...