-
Koleżanka Mamy
Data: 11.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... powiedziała w końcu cicho, z tym uśmiechem, który już znałam. Trochę zawstydzony, ale prawdziwy. – Ty też – odpowiedziałam równie cicho. – Mam ochotę cię pocałować, ale boję się rozmazać szminkę. Roześmiała się. Ta jej miękka, niska barwa. – To może… później? – Może – odparłam, wsiadając do samochodu, ale wiedziałam, że później będzie dzisiaj miało zupełnie inny smak. Sala była piękna – elegancka, w stonowanych kolorach, z miękkim światłem i pachnącymi kwiatami. Basia uśmiechnęła się do mnie szeroko, gdy nas zobaczyła razem, a potem spojrzała znacząco na Klaudię. – Ty musisz być Klaudia – powiedziała z rozbawieniem. – Już wiem, czemu Sara odmówiła Radkowi. Zarumieniłam się. Klaudia tylko uniosła lekko brew i odpowiedziała z klasą: – Obawiam się, że nie mogę konkurować z Radkiem, ale zrobię wszystko, żeby Sara dobrze się dziś bawiła. O Boże. Nie wiem, czy to sposób, w jaki to powiedziała, czy to, jak na mnie wtedy spojrzała, ale moje kolana stały się miękkie jak wata. Wieczór mijał w ciepłym, trochę szampańskim rytmie. Rozmawiałyśmy z ludźmi, tańczyłyśmy – najpierw w grupie, potem w duecie. Przy którejś wolnej piosence Klaudia objęła mnie w talii i przyciągnęła delikatnie, pytając wzrokiem, czy może. Kiwnęłam głową. Przylgnęłam do niej. Moje policzki dotykały jej szyi, pachniała cytrusowym perfumami i czymś bardziej miękkim, ciepłym, jak dom. W tym objęciu świat trochę zniknął. Została tylko muzyka, ciepło, zapach skóry i bicie serca ...
... jej serca i ja. Zamknęłam oczy i poczułam, jak opiera policzek o moją skroń. – Dziękuję, że mnie zabrałaś – wyszeptała. – A ja… że przyszłaś. Sala stopniowo napełniała się muzyką, śmiechem, zapachem jedzenia i mieszaniną perfum. Kryształowe kieliszki odbijały światło żyrandoli, obrusy były idealnie gładkie, a kwiaty na stołach pachniały wiosennie choć był środek lata. Nie liczyło się jednak nic z tych detali. Bo od chwili, gdy weszłyśmy razem, czułam się tak, jakby czas zaczął biec osobnym torem. Wszystko wokół było lekkim, kolorowym tłem, a najostrzejszym obrazem była Klaudia. Jej uśmiech. Jej spojrzenia. Jej dłonie, które dotykały mnie tylko w niepozornych gestach: gdy poprawiała mi ramiączko sukienki, gdy podała kieliszek, gdy wzięła mnie za rękę, prowadząc na parkiet. Tańce były wirujące, swobodne, czasem pełne śmiechu, a czasem tak ciche, że aż drżałam od tego milczenia. Zbliżenie bioder. Przesuwające się palce. Splot ramion przy wolnych utworach. Jej dłoń na moich plecach – ciepła, pewna, a jednocześnie uważna, jakby bała się zrobić zbyt wiele. Rozmawiałyśmy z ludźmi śmiała się z moimi koleżankami, zyskała sympatię ich partnerów, odpowiadała z wdziękiem na pytania o naszą znajomość. Odpowiadałyśmy unisono, śmiejąc się, wymieniając spojrzenia, które mówiły więcej niż słowa. – To twoja… – zapytała Basia, gdy zostałyśmy na chwilę same. Jej ton był miękki, nieoceniający. – Jeszcze nie – odpowiedziałam cicho, pozwalając sobie na szczerość. – Ale ...