-
Koleżanka Mamy
Data: 11.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... szkoła, praca, rytuały, drugi cichy, pulsujący pod skórą należał do niej. Spotykałyśmy się częściej, bez specjalnych powodów. Czasem wieczorem szłam do niej z butelką wina i czymś słodkim, innym razem przyjeżdżałam po prostu posiedzieć na tarasie z kubkiem herbaty. Lubiłam obserwować, jak się rusza powoli, z większą ostrożnością, jakby ciało jeszcze nie do końca jej ufało po tym, co przeszło. Mimo to z każdym dniem była pewniejsza, silniejsza, ale wciąż była w niej ta kruchość i to chyba ona mnie tak przyciągała. Spacerowałyśmy, czasem w ciszy, czasem rozmawiając o niczym i o wszystkim. Nie musiałyśmy się spieszyć. Była bliskość ciepło dłoni, które przypadkiem się stykały, a potem już nie odsuwały. Delikatne pocałunki nieśmiałe, jakby wypowiadane szeptem. Czułam, jak wciąga mnie to powoli, ale nie chciałam się bronić. I ona też nie próbowała. To było nasze jeszcze niezdefiniowane, ale już bardzo realne. Czas mijał w napiętym oczekiwaniu, a wesele zbliżało się jak punkt kulminacyjny czegoś, co od dawna dojrzewało między nami. Wciąż nie nazywałyśmy tego związkiem. Może z ostrożności, może z lęku, że słowa wszystko popsują. Ale kiedy patrzyła na mnie z bliska, z tą swoją miękką, spokojną uwagą – wiedziałam, że jesteśmy gdzieś pośrodku czegoś ważnego. Obudziłam się wcześnie, zanim jeszcze alarm zdążył pisnąć. Promienie słońca przesączały się przez żaluzje, tańcząc na pościeli jak złote nitki. Przeciągnęłam się, przeciągając chwilę spokoju, ale myśli i tak były ...
... szybsze niż poranna kawa. Wesele. Dziś. Westchnęłam i spojrzałam na sukienkę wiszącą na drzwiach szafy. Wiśniowa, miękka, opinająca sylwetkę, ale z klasą. Kobieca. Trochę bardziej odważna, niż zwykle bym wybrała, ale dzisiaj nie chciałam być zwykła. Chciałam być zapamiętana dla niej. Klaudia miała podjechać po mnie około czternastej. Napisała jeszcze w nocy, że czeka na ten dzień, ale dodała też, że trochę się denerwuje. Uśmiechnęłam się do wspomnienia tej wiadomości. Było w niej coś rozczulającego. Ta silna, dorosła kobieta – i to ledwo widoczne drżenie między słowami. Czas płynął szybciej niż zwykle. Makijaż. Włosy rozpuszczone, lekko pofalowane, z połyskiem. Czułam się dobrze. Czułam się… ładnie, ale to nie było najważniejsze. Ważne było, jak się czułam w środku, jakbym czekała na coś, co może zmienić wszystko. Dźwięk domofonu wyrwał mnie z myśli. Spojrzałam na zegarek, była punktualna. Zbiegłam na dół i kiedy ją zobaczyłam, zaparło mi dech. Klaudia wysiadła z samochodu w granatowej sukience do połowy uda, z lekkim rozcięciem i krótkim rękawem, który odsłaniał elegancko zarysowane ramiona oraz w pończochach i eleganckich szpilkach, które ubrała pierwszy raz od wypadku. Włosy miała spięte w niski, swobodny kucyk z kosmykami włosów opadającymi po obu stronach twarzy, a wokół szyi cienki łańcuszek, który błysnął w słońcu. Patrzyła na mnie tak, jakby coś zatrzymało jej oddech i ja chyba też przez chwilę nie mogłam oddychać. – Wyglądasz... pięknie – ...