-
Nimfomanka
Data: 16.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... kołdry. Ból głowy ustąpił natychmiast, seks i orgazm to cudowne panaceum. – Przelecisz mnie? – Zapytałam z nadzieją w głosie. – Spać – rozkazał tonem nie znoszącym sprzeciwu i wyszedł z pokoju. W kilka minut odpłynęłam w objęcia Morfeusza. Niestety musiał wracać do pracy, więc kolejne dwa dni spędziłam sama ze swoimi myślami. Czułam się już naprawdę dobrze, ale lekarze powiedzieli, że dopóki nie skończą badań mojej głowy i stłuczeń, nie ma mowy o wyjściu do domu. Tęskniłam za nim i brakowało mi jego towarzystwa. Chciałam nawet do niego zadzwonić, żeby przyjechał, ale zrezygnowałam. Sama nie wiem dlaczego – chyba nie jestem przyzwyczajona do proszenia o cokolwiek. Nie, nie, to nie to. – Przyznałam sama przed sobą później. – Po prostu bałam się. Siebie, jego. I tego, co może się wydarzyć. Najbardziej bałam się, co przerażało mnie podwójnie, że nasza rozmowa pójdzie nie tak, jakbym chciała, a on zniknie z mojego życia. Pierwszy raz, kiedy ta myśl wpadła mi do głowy, byłam tak przerażona, że zaczęłam hiperwentylować i dopiero po chwili uspokoiłam się. Ze szpitala wyszłam dwa dni później. Pierwszy przyjechał wcześniej i przywiózł mi nieco ubrań na zmianę. Wszystko świeże, pachnące i… uprasowane! Naprawdę mi zaimponował, żaden mężczyzna, z którym się spotykałam, nie prasował mi ciuchów… Nastał początek sierpnia i upały sięgnęły apogeum, więc z przywiezionego zestawu wybrałam lekką, beżową sukienkę w czerwone kwiaty i biały, koronkowy biustonosz z ...
... push’upami. Na nogach miałam białe sandałki i — tak, wiem, że to dziwne w moim przypadku — założyłam majtki. Białe, koronkowe stringi, pasujące do biustonosza. Dość mocny makijaż maskował wory pod oczami. Na głowę narzuciłam słomkowy kapelusz. Bez szału, ale przynajmniej mogłam się pokazać na ulicy bez ryzyka, że ktoś weźmie mnie za wiedźmę z bajki o Jasiu i Małgosi. Pierwszy gapił się na mnie jak w obrazek. – Wyglądasz pięknie – skomentował z zachwytem. – Jak zwykle cudownie. – Dziękuję – odparłam, oddając uśmiech – ale patrzyłam lustro, poza tym cudowna to jest woda z Lichenia. – Wypaliłam, na co on zarechotał. Zbędna kurtuazja z jego strony. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w kierunku centrum. Prowadził szybko, uśmiechając się do siebie raz po raz. Zerkałam na niego i byłam pewna jednego, coś się między nami wydarzy i stanie się to w bardzo niedalekiej przyszłości. Po kilku minutach zorientowałam się, że minęliśmy moje mieszkanie. – Dokąd jedziemy? Bez słowa skręcił w prawo i zatrzymał się dwieście metrów dalej. Byliśmy niedaleko Zamku Królewskiego. – Musimy porozmawiać. – Spojrzał mi prosto w oczy, tym swoim wzrokiem snajpera. – Chodź, znam miejsce, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał. Siedzieliśmy na ławeczkach nad Wisłą. Było poniedziałkowe, upalne, sierpniowe popołudnie i większość Warszawiaków była jeszcze w pracy. Po drodze kupiliśmy butelkę wody i krakersy. To prawie jak ułomna randka. – Zaśmiałam się w duchu, ale moja twarz ...