1. Nimfomanka


    Data: 16.04.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... już, co należy zrobić.
    
    – Jedźmy do mnie. – Wstałam i pociągnęłam go za sobą w kierunku samochodu.
    
    – Nie pojadę tam. Już nigdy nie będę się tobą dzielił w łóżku z kimkolwiek. – Zatrzymał się na chodniku i patrzył na mnie z determinacją. – Jeśli nie potrafisz tego zaakceptować, odejdę i na zawsze zniknę z twojego życia. – Postawił sprawę jasno.
    
    – Nie tam, głuptasie, do mojego prawdziwego mieszkania. – Uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam go czule w usta. – To w Śródmieściu sprzedam, nie będzie mi już do niczego potrzebne. Koniec z Piątką, dzięki tobie. No chodź! – Ponagliłam go i pociągnęłam w kierunku samochodu.
    
    – O kurwa, ale jestem szczęśliwy! – Odetchnął głęboko po chwili, po czym wyszczerzył zęby i głośno krzyknął z radości. Podniósł mnie jak piórko i oddał pocałunek.
    
    – Masz piegi na nosie od słońca. – Całował mnie jak szalony po całej twarzy. Śmiałam się i płakałam na zmianę. Marek kręcił mną w powietrzu jak szalony, kapelusz spadł na ziemię i potoczył się za ławeczkę. Nie zwróciłam uwagi, że za nami stoi ten sam zaciekawiony starszy pan, który podniósł zgubę i po tym, jak Marek postawił mnie na ziemi, z uśmiechem wsunął mi ją w dłoń. Dygnęłam w ramach podziękowania i również się uśmiechnęłam.
    
    – Miło widzieć, że młodzi ludzie są szczęśliwi i kochają się, a nie tylko ten seks i seks. – Dziadzio przedstawił nam swoją mądrość i odszedł.
    
    Spojrzeliśmy po sobie i wybuchnęliśmy takim rechotem, że ptaki na okolicznych drzewach zerwały się do lotu. Śmiałam ...
    ... się całym ciałem, uwalniając z siebie emocje z ostatnich tygodni i czując zalewające fale szczęścia i miłości. Chichotałam też całą drogę powrotną do samochodu, a Marek raz po raz wtórował mi basowym rechotem. Nie spiesząc się szliśmy, trzymając się za ręce, a popołudniowe, upalne powietrze zdawało się wirować w rytm naszej radości. Nigdy wcześniej nie byłam tak szczęśliwa.
    
    Kilkadziesiąt minut później wjeżdżaliśmy windą na dziewiąte piętro typowego wieżowca z ery późnego Gierka na warszawskim Ursynowie. Całowaliśmy się namiętnie w windzie, a ręce Marka (Marka, nie Pierwszego! – cieszyłam się w myślach) krążyły po moim ciele. Winda zatrzymała się i uciekłam z jego objęć.
    
    – Nie myśl sobie, że jestem taka łatwa. – Puściłam do niego oko, mocując się z zamkiem w drzwiach od mieszkania. – Będziesz musiał się solidnie napocić, żeby zaciągnąć mnie do łóżka.
    
    Zaśmiał się i zaczął mnie przedrzeźniać:
    
    – Ty też tak łatwo nie dobierzesz się do zawartości mojego rozporka, nie jestem taki.
    
    – Jaki?
    
    – Taki, jak inni faceci, z którymi do tej pory się spotykałaś. – Odparował i oboje ponownie zaśmialiśmy się.
    
    Weszliśmy do środka. Mieszkanie było dość małe, miało dwa pokoje, łazienkę i kuchnię. Standard sprzed czterdziestu lat. Odsłoniłam rolety, żeby wpuścić trochę światła i otworzyłam drzwi na balkon. Z zewnątrz dobiegał hałas ulicy. Marek rozglądał się z zaciekawieniem.
    
    – To twoi rodzice? – spytał, patrząc na zdjęcia na komodzie.
    
    – Tak. – Przytuliłam się do niego od ...
«12...343536...40»