1. U Chrzestnej - Trwanie


    Data: 08.06.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... głęboko, równo, jakby nasze oddechy tańczyły w jednym rytmie.
    
    Usta cioci nie opuszczały moich, miękkie, uparte, namiętne. Całowała mnie, jakby czas się złożył tylko do tej jednej chwili. Potem poczułam jej dłoń, jak niespiesznie, prawie leniwie, ale z precyzją znaną tylko jej, wsunęła się pod materiał moich szortów. Zadrżałam cała. Serce zabiło mi szybciej, a powietrze zaciągnęłam tak, jakby chciałam zatrzymać w sobie to westchnienie, które jednak wyrwało się nieproszone i prawdziwe.
    
    Poczułam ciocię… przez cienką tkaninę mojej bielizny, czułą, delikatną, ale zdecydowaną. Palce cioci poruszały się wolno, z wyczuciem, z tą znajomością mojego ciała, która mówiła więcej niż tysiąc słów. Zamknęłam oczy, wtulona w jej szyję, zostawiając na niej ciche drżenie. Była ze mną nie tylko fizycznie, ale całkowicie. Obecna, skupiona.
    
    W pewnej chwili jej dłoń się wycofała, ale tylko po to, by zsunąć ze mnie szorty i bieliznę. Nie śpieszyła się. Jakby każdy ruch był częścią rytuału. Pocałunki cioci zsunęły się niżej, wędrowały po mojej szyi, obojczykach, piersiach, znów spotykając się z moim spojrzeniem, zanim znów się zanurzyła we mnie dłonią, ciepłem, czułością.
    
    Dotykała mnie z miłością, tak czule, jakby każdy gest miał swoją melodię. Jej dłoń poruszała się wolno, zataczając miękkie kręgi, które rozbudzały mnie coraz bardziej. Nie było pośpiechu. Była tylko bliskość – i to uczucie, które płynęło od niej do mnie i z powrotem, w bezgłośnym wyznaniu.
    
    Objęłam ciocię ...
    ... ramionami, przyciągając jeszcze bliżej, a moje ciało zaczęło odpowiadać jej ciału coraz bardziej świadome, coraz bardziej spragnione, ale spokojne. Bo z nią zawsze byłam spokojna. Nawet kiedy drżałam pod jej dotykiem.
    
    Tam, przy drzewie, pod późnoletnim słońcem, oddychałyśmy sobą, pozwalając, by nasze uczucie znów odnalazło swoją fizyczną melodię nie jako kaprys ciała, ale jako pieśń tego, co między nami od dawna rosło i co wciąż się nie kończyło.
    
    Chciałam jej tak bardzo, że sama zsunęłam z jej bioder szorty, powoli, niemal ceremonialnie – pozwalając im opaść niczym ostatni cień między nami. Gdy przyciągnęłam ciocię bliżej, obejmując za pośladki, poczułam, że jesteśmy już nie dwoma kobietami, ale jednym, spokojnym pulsem wśród drzew, jednym biciem serca zatopionym w zapachu słońca i kory.
    
    Nie trzeba było słów, nasze dłonie mówiły za nas, nasze usta prowadziły dialog, który nie potrzebował dźwięku. Miłość między nami nie była wybuchem, była ciepłem rozlewającym się od środka, jak strumień światła wczesnym rankiem, prawdziwa, ukryta przed światem, a jednocześnie bardziej realna niż cokolwiek.
    
    Byłyśmy razem chrzestna i jej córka chrzestna ,splecione, zrozumiane, nasycone.
    
    Moje palce, z lekkością niemal nabożną, odnalazły brzeg jej bielizny i zsunęły ją w dół, powoli, jakby rozplątywały wers z długiego wiersza. Ciocia uniosła biodra się odruchowo nieśmiało, a jednocześnie świadomie, jakby chciały przyjąć ten gest w całej jego intymności.
    
    Nasze dłonie, nie spiesząc się, ...
«12...567...15»