-
Przygoda życia... cz.3
Data: 07.07.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... się uchwycić ten moment, tę chwile, które wypełniają ich serca. Jej twarz jest oświetlona słońcem, a rysy ostrzejsze w zimowym blasku. – Cudownie – odpowiada Ania z uśmiechem, mimo że jej oddech paruje w zimnym powietrzu. – Po prostu… patrzę, jak to wygląda. Kiedy Marcin naciska migawkę, ona pozuje przez chwilę w milczeniu, pozwalając aparatu uchwycić coś więcej niż tylko krajobraz – moment ich obecności w tym miejscu, chwilę zatrzymaną w czasie. – Wiesz, że tak zawsze będzie wyglądać nasza miłość? – Marcin mówi to spokojnie, choć czuje ciepło bijące od niej, znowu wpatrując się w jej oczy. – Jak ten śnieg. Trwała, czysta. Ania patrzy na niego przez chwilę, zamyślona. Powoli zbliża się do niego, nie przejmując się zimnym powiewem, a Marcin czuje, jak ich spojrzenia się spotykają w tej wyjątkowej ciszy. Jej twarz jest spokojna, ale w oczach czai się coś, co potrafi wzbudzić najczulsze emocje. – Jak to w ogóle możliwe, że w takim miejscu wszystko jest takie intensywne? – mówi, wciągając głęboko powietrze. – Tylko w górach. Tylko tutaj – odpowiada, już nie patrząc na aparat. Zaczynają iść w stronę szczytu, ale zatrzymują się jeszcze na moment, wymieniając ciepły pocałunek wśród wiatru i śniegu, w tej chwili, która nie trwa długo, ale ma swoją niezatarte piękno. Przez ułamek sekundy zapada cisza — złudna, martwa. Potem wszystko eksploduje. Huk łamiącego się śniegu, przeciągły świst powietrza rozdzieranego pędem lawiny. Ania czuje, jak ziemia znika spod ...
... jej nóg. Nie ma już nic – tylko pęd. Spada, toczy się, kręci. Nie wie, gdzie jest góra, gdzie dół. Plecak ciągnie ją w bok, uderza w coś twardego. Śnieg wciska się do ust, nosa, rękawic. Dusi. Próbuje krzyczeć, ale to bez sensu – głos grzęźnie w chaosie. Marcin! Gdzie jest Marcin?! Oboje znikają w białym piekle. Marcin widzi jeszcze przez moment sylwetkę Ani, wirującą w śnieżnej tumulcie, potem wszystko znika – tylko huk, śnieg, lód, kamienie. Przywaleni. Wciśnięci w zbocze. Jakby góra chciała ich połknąć. Czas przestaje płynąć. Tylko bicie serca – szybkie, paniczne. Świadomość kurczy się do jednego pytania: czy jeszcze żyję? Potem... cisza. Martwa. Ciężka. Przerażająca. Krzyk Marcina zaginął gdzieś po drodze. Zasypani. Ale nie do końca. Ania rusza palcami. Jeden, drugi. Czuje ból w biodrze i żebra, ale ręka jest wolna. Odruchowo zaczyna drapać. Kopać. Oddychać – płytko, przez maleńką kieszeń powietrza. Próbując przypomnieć sobie każdy ruch z kursu lawinowego. Gdzie jest Marcin? Czekan zniknął w ułamku sekundy, wyrwany jej z ręki jak zabawka. Lawina szarpała nią jak lalką, a teraz – cisza. Paraliżująca. Przerażająca. Została sama pod śniegiem. Przyciśnięta. Sparaliżowana strachem. — Marcin!!! — krzyknęła z całej siły. — MARCIN!!! Echo nie wróciło. Nic. Zaczęła drapać. Kopać. Wolna ręka była jej jedyną bronią. Rozgarniała śnieg rozpaczliwie, w szaleńczym tempie. Próbowała dokopać się, dodrapać do powietrza, dać sobie szansę, na uratowanie się. ...