1. Przygoda życia... cz.3


    Data: 07.07.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... bardziej.
    
    Na szczycie, pośród zgiełku, tylko się objęli. Krótki pocałunek, dyskretne spojrzenie, ale wystarczyło jedno przyciśnięcie dłoni Ani do jego uda, jedno muśnięcie jej ust przy uchu, by wiedział, że to dopiero początek.
    
    Wieczorem, w Zakopanem, zarezerwowali pokój w starej willi. Jeszcze przed prysznicem rzucili się na siebie, Ania wciągnięta na blat umywalki, Marcin zdejmujący jej legginsy drżącymi dłońmi. Gorąco, intensywnie, szybko – jakby cały dzień czekali tylko na ten moment.
    
    Ich miłość na szlaku była jak góry: dzika, zmienna, czasem łagodna, a czasem brutalna. Erotyczna gra między nimi nie słabła – przeciwnie. Rosła, nabierała głębi i śmiałości. Bo każde spojrzenie, każdy krok, każdy dotyk miał swoje echo. W lesie, na szczycie, w schronisku.
    
    I choć wiedzieli, że dzień ślubu się zbliża, nie tracili tej dzikości. Wręcz przeciwnie. Oboje chcieli ją zabrać ze sobą – jako przysięgę, której nie mówi się przy świadkach, ale którą wypowiada się ciałem, szeptem i pocałunkiem.
    
    Na szczycie Babiej Góry byli tuż przed świtem. Weszli od strony Przełęczy Krowiarki jeszcze w nocy, w świetle czołówek, milcząc przez większość podejścia. Marcin szedł pierwszy, Ania tuż za nim, cicho, skupiona, rozpalona nie tylko wysiłkiem, ale też czymś głębszym.
    
    Nie planowali tej wyprawy jako romantycznej. Po prostu jeden z ostatnich szczytów na ich liście. Ale pogoda była idealna, niebo czyste, wiatr cichy – i kiedy stanęli na szczycie, ponad morzem mgieł, coś między nimi ...
    ... zadrżało.
    
    – Królowa Beskidów – powiedziała Ania, spoglądając na daleki horyzont.
    
    – A ty moja królowa – odpowiedział Marcin cicho, obejmując ją od tyłu.
    
    Miała na sobie polar i legginsy, ale pod spodem – jak wiedział już od dłuższego czasu – prawie nic. Celowo. Dla niego.
    
    Odwróciła się, stanęła na palcach, całując go powoli, ale głęboko, jakby to był ich ostatni pocałunek. W mroźnym powietrzu ich oddechy parowały, a ciała, rozgrzane marszem i pragnieniem, zbliżały się bez lęku przed chłodem.
    
    Zsunął z niej polar. Pod spodem miała tylko cienką bieliznę sportową – szybko odsłoniętą. Zimno uderzyło, ale tylko na chwilę. Ciało Marcina otuliło ją natychmiast, dłonie szukały piersi, brzucha, pośladków.
    
    Ania oparła się o głaz, rozchyliła uda, spojrzała na niego tak, że nie mógł dłużej czekać.
    
    – Tu? – zapytał tylko, z głosem drżącym bardziej z emocji niż zimna.
    
    – Właśnie tu – wyszeptała.
    
    Rozpiął spodnie, stanął między jej udami. Połączyli się w półmroku, w surowym pięknie gór o poranku. Ich ciała poruszały się rytmicznie, z siłą, z potrzebą, z uczuciem tak głębokim, że świat wokół zdawał się odległy i nierealny.
    
    Wschód słońca zastał ich splecionych – spoconych, półnagich, oszronionych, a jednocześnie rozpalonych do czerwoności.
    
    Później leżeli jeszcze chwilę pod kocem termicznym, uśmiechając się do siebie bez słów.
    
    – Powinniśmy tu wrócić w zimie – mruknęła Ania, mrużąc oczy do słońca.
    
    – I zamarznąć? – zaśmiał się Marcin.
    
    – Albo spłonąć. Wiesz, że tu ...
«12...456...14»