-
Marta w melinie 4
Data: 29.07.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24
... chciałam się poprawić, ale Gruby przyrżnął mi w drugi pośladek i spytał chyba trochę niegrzecznie, bo tak się przecież nie mówi do pani nauczycielki. - Co teraz wolisz? Obciąganie czy jebanie? To było trudne pytanie, ale sprytnie wybrnęłam: - A może być jedno i drugie? – spytałam okazując w ten sposób szacunek moim wielbicielom. Nie dali się prosić i rządzący nimi Gruby spełnił moje oczekiwania: - Pewnie dziwko! Obsłużymy cię jak przystoi naszej nauczycielce, co nie chłopaki? A ty zostań tak na czworaka i unieś wyżej dupę. Pochwal się pizdą! No i pochwaliłam się unosząc tyłek wysoko, a oni mnie obsłużyli jak obiecali. W ciągu godziny miałam w ustach siedem szczających spermą chujów, a siedem tych samych chujów spenetrowało mi cipę. To było niezwykłe przeżycie. Jeszcze nie minął mi orgazm z jednym, a już następny bezpardonowo wpychał mi się w pochwę. Potem potoczyło się już bardzo szybko. Specjalnie nie połykałam całej spermy, żeby zobaczyli jak wcieram ją w swoje cycki, bo pomyślałam że to zachęci ich do dalszej nauki, ale oni mieli już dość. Gruby zdjął mi smycz i rzucił krótko: „Wypierdalaj dziwko!”. Nie pozwolili mi wziąć torebki ani ubrać sukienki i kazali nagiej w ...
... samych szpilkach i pończochach zejść po schodkach i wynosić się z piwnicy. Na szczęście znalazłam przy drzwiach jakiś stary worek, chyba po ziemniakach, i okryłam swą nagość. I tak „atrakcyjnie” ubrana siedziałam w krzakach, gdzie dość długo czekałam na jakiś samochód. W końcu zobaczyłam nadjeżdżającą taksówkę, wyszłam na chodnik i dobry pan kierowca zatrzymał się. Wyjaśniłam mu, że to tylko mój chwilowy ubiór i że zabrano mi torebkę, więc nie mam czym zapłacić. Pan kierowca był jednak tak wyrozumiały, że odwiózł mnie do domu... Wyjętym spod donicy kluczem otworzyłam drzwi, zrzuciłam z siebie brudny worek i nie myjąc się rzuciłam się na łóżko zasypiając kamiennym snem. - I to wszystko panowie... – wyjaśniłam menelom. - Dobra jesteś w te klocki - stwierdził z uznaniem Krzysztof niefrasobliwie dodając: - Właź teraz pod stół! - Ale jak? Jestem przecież przywiązana za kostki do jego nóg? - Dasz radę jak się postarasz – wjechał mi na ambicję. No i dałam radę. Klecząc rozkraczona pod stołem lizałam im jądra i kutasy, popijając z brudnej szklanki wino, którym mnie poczęstowali. Gdy nagle otworzyły się drzwi i wszedł syn Krzysztofa z jego wnukiem... Ale to już zupełnie inna historia.