1. Curiosa. Z punktu widzenia faceta - cz. 2 ( i chyba ostatnia )


    Data: 13.08.2026, Autor: Anonim, Źródło: Lol24

    ... wstaje, i znika. Trudno ale pomarzyć sobie zawsze można. Zostawiam więc, z szeroko rozstawionymi nogami i kuperkiem wystawionym do góry, niemogącą się pozierać moją Biust-Wenus. Może a nóż się załapie na jakąś drugą turę, oczywiście jeśli znajdzie się jakiś amator na śliskie kuperki. Na dziś ja również mam dosyć i kończę imprezę i z pewnym niedosytem wracam do pokoju.
    
    ***
    
    Trzy miesiące później.
    
    Ewa miała rację, że nie dla psa kiełbasa. Miałem co prawda niejako pewną nadzieję, gdy żegnaliśmy się wszyscy następnego dnia. ON obskakiwał z całusami i poklepywaniem po tyłeczkach wszystkie laski, ciekawe tylko ile z nich zaliczył i czy ONA o tym wie. A jego dziewczyna czekała w samochodzie, i jak na mój gust niezbyt była zadowolona z całej tej sytuacji. Teraz albo nigdy, musiałem wykorzystać nadarzającą się sytuację by porozmawiać z nią sam na sam. Choć dziś już tego dosłownie nie powtórzę, ale chyba było to coś w tym stylu.
    
    - Andrzej, nikt nas jeszcze sobie nie przedstawił. Ten facet to twój chłopak?
    
    - Anka, tak a dlaczego? –
    
    - Ale taki tylko chłopak czy coś więcej?
    
    Jej zawahanie świadczyło, że zastanawia co odpowiedzieć, ale w jej oczach widziałem, a może mi się tylko tak wydawało, że ziarenko zostało zasiane, więc ciągnąłem mój monolog dalej.
    
    - Jeśli to ma być coś więcej, niż to co tu było, to raczej daj sobie z nim spokój. Żaden facet, który poważnie myśli o swojej kobiecie nie zabiera jej na takie imprezy, i jeszcze by sią nią dzielić z innymi. A jeśli ...
    ... chciałabyś p o g a d a ć, zadzwoń.
    
    Podając jej swoją wizytówkę nie byłem wcale pewien czy ją weźmie, a jeśli nawet weźmie, to co z nią potem zrobi? Nie czekając odpowiedzi, zostawiłem ją taką niezdecydowaną, obracającą moją wizytówkę w palcach i bijącą się pewnie w myślach jaka powinna być, ruszyłem w stronę Ewy gdzie ta, co rusz naciskając klakson, dawała mi wyraźnie do zrozumienia, że już najwyższy czas zakończyć te szczubackie podchody.
    
    Zadzwoniła po jakiś trzech, czterech miesiącach. Nie wdając się w zbytnią dyskusję, idąc wabang zaryzykowałem i rzuciwszy propozycję wspólnej kolacji w sposób dający jej wyraźnie do zrozumienie, że nie bardzo mogę teraz rozmawiać zakończyłem rozmowę. Ryzyko było pół na pół. Albo się obrazi za to że ją potraktowałem, albo ciekawość będzie silniejsza od jej dumy.
    
    Czekałem już ponad pół godziny i gdy zrezygnowany miałem już wychodzić w drzwiach zjawia się ona. Ta sama czarna sukienka, tyle że dziś ramiona okryte atłasową chustą. Włosy gładko zaczesane upięte w koński ogon. Czerwona torebka, czerwone szpileczki, i cieliste, mam nadzieję że pończoszki. I nagle mój cały misternie obmyślony plan bierze w łeb. Bo zamiast czekać na nią spokojnie siedząc w fotelu, to zrywam się jak jakiś napalony chłoptaś i cholernie dużo kosztowało mnie wysiłku by nie biec, a po prostu podejść. Już słowa cmok w policzek, i wziąwszy ją pod rękę poprowadzę w kierunku restauracji. Jedyne na co było mnie w tym monecie stać chcąc przerwać kłopotliwą ciszę, to na ...
«12...456...10»